Gruszka

czyli czym i jak delikatnie wyczyściłem swoją matrycę*...
Jakkolwiek poniższy opis dotyczy czynności wykonanych własnoręcznie przeze mnie i przyniósł pozytywne wyniki, to autor nie daje żadnej gwarancji (czy rękojmi), że czynności te powtórzone przez inne osoby dadzą oczekiwany efekt. Naśladowcy nie przysługują z tego tytułu żadne roszczenia, a wykonywane czynności przeprowadza on na własne ryzyko i odpowiedzialność.

Dramatyczne wprowadzenie

Już po dwóch tygodniach użytkowania (w tym zmiany szkiełek) mego Nikona przy f/22 zauważyłem na matrycy paprochy. Kilka godzin spędziłem przeglądając liczne fora opisujące: czym, jak i z jakim skutkiem inni czyszczą swoje "cudeńka". Rozrzut metod, opinii i uzyskiwanych efektów - porażający.

Zdecydowałem się, że "dmuchnę", pozostało pytanie: ale czym ? Po obejrzeniu gruszek "fotograficznych" porzuciłem myśl o ich zakupie. Głównie ze względu na cenę!

W pierwszej kolejności zdyskwalifikowałem własną "paszczę" i wszelkiego rodzaju pojemniki ze sprężonym powietrzem. Moją uwagę zwróciły przypadki zastosowania do tego celu "gumowej gruszki z miękkim końcem". Powodów "na plus" do zwrócenia uwagi, było kilka:

  • są dostępne (w różnych wielkościach) praktycznie w każdej aptece (czyli od ręki nawet w weekend),
  • ze względu na "medyczne" przeznaczenie raczej nie powinny być "zasyfione",
  • mają atrakcyjną cenę (dwie interesujące mnie wielkości - nr 2 i nr 11 - kosztowały odpowiednio ok. 4 i 8 PL.

Zagrożenie w zasadzie było jedno: sprawdzenie czy ten przyrząd nie pluje talkiem ? W aptece spytałem o "gumową gruszkę z miękkim końcem nr 11" i dostałem: Albert Sanity nr 11.

Czyszczenie

Mimo, że wstępny test (pierdnięcie za pomocą gruszki na powierzchnię filtra polaryzującego) nie wykazał obecności żadnych zanieczyszczeń, zdesperowany i podejrzliwy po raz kolejny - ryzykując ew. ślepotę - z odległości ok. 3 cm "pryknąłem" ... sobie w oko. No i pewnie dlatego foty mi... nie wychodzą.

Mimo pozytywnego efektu postanowiłem gruchę umyć. Kilkakrotnie (ok. 5-6 razy) zassałem do gruchy po ok. 1 szklance wody destylowanej (bez detergentów, itp.). Następnie gruchę obróciłem "nosem do dołu" (statywem była butelka) i pozostawiłem w spokoju na całą noc.

Weryfikacja czystości

Czas suszenia w temperaturze pokojowej wyniósł: całą noc plus 2 godziny testów ("na wszelki wypadek"). Uznanie, że jest ok poprzedzone zostało testem opisanym w punkcie "Czyszczenie". Musiało być dobrze, bo ... widzę na oba oka.

Trening

Ponieważ wcześniej nie czyściłem lustrzanki, a ewentualna konieczność jej wysyłki do serwisu przepełniała mnie bólem. Toteż nie ma co się dziwić, że postanowiłem spróbować na sucho. Zauważyłem mianowicie, że ściskając gruchę odruchowo przesuwam ją w kierunku dmuchania. Po kilku próbach opanowałem prawidłowe posługiwanie się narzędziem. Założyłem też, że miękki koniec nie zdemoluje mi wnętrza puszki. Stwierdziłem też, że optymalną odległością między końcówką gruszki a miejscem, na które dmucham jest ok. 4-5 cm. Wylecieć miał kurz, a nie lustro lub matryca!

Finał, czyli ... udało się

Zgodnie z instrukcją naładowałem akumulator. Uniosłem lustro.

Trzymając lewą ręką aparat dziurą do dołu, trzymając w prawej gruchę dmuchnąłem kilka razy. Starałem się przy tym dmuchać na ścianki komory, a nie na matryce. Na którymś forum przeczytałem, że tak należy. Jakkolwiek już pierwsze "podmuchy" dały oczekiwane efekty (paprochy wypadły) dmuchnąłem jeszcze ze dwa razy. Kontrolne zdjęcia (przy f/32) potwierdziły pełen sukces.

Podsumowanie

Oczywiście zdaję sobie sprawę, że opisany przypadek dotyczy zdarzenia, gdzie zanieczyszczenia były stosunkowo łatwo usuwalne. Niemniej sytuacja ta pozwoliła mi przygotować się ... na przyszłość.

Od opisanego przypadku już wielokrotnie w opisany powyżej sposób czyściłem matrycę (w tym również nieswoje). Zadanie oceniam jako stosunkowo proste. To kwestia wprawy, cierpliwości i opanowania. Efekty jak do tej pory - bardzo dobre. Analogicznie gruchę wykorzystuje do oczyszczania obiektywów. Działa.

Na zakończenie kilka uwag:

  • by zbyt często nie czyścić samej gruchy warto jej końcówkę czymś osłonić. Ja w tym celu wykorzystałem (nową) gumkę od zakraplacza (ok. 2 PLN). Gruchę noszę w worku foliowym,
  • grucha nr 11 jest trochę za duża, by nosić ją ze sobą. Stanowi narzędzie warsztatowe. Ze mną (w plecaku) podróżuje gruszka Albert Sanity nr 2 (ok. 4 PLN),
  • dużo prościej usunąć paprochy, gdy są "świeże",
  • należy poćwiczyć, by nie "zajechać" końcówką po matrycy i/lub lustrze. Bo ewentualny ślad po gumie na matrycy może być trudniej usuwalny niż pierwotne zabrudzenie. Warto przećwiczyć.

Tak więc "dmuchany" zestaw czyszczący (składający się z dwóch gruszek) kosztował mnie ... ok. 18 PLN. I działa rewelacyjnie.

Powrót do Warsztatu fotografa


PS1. W sprzedaży dostępne są też gruszki Albert Sanity ... o zapachu wanilli. Jednak nie przypuszczam, żeby to korzystnie wpływało na przebieg czyszczenia.
PS2: Zabieg ten jak pierwsza miłość: po raz pierwszy naładowany jest emocjami i ... pamięta się go na całe życie.